Od 2 miesięcy jestem wychowawcą w 6d, ale jeszcze słabo znam moich wychowanków. Lekcje to tylko 45 min i jak tu się poznać? Najlepszy sposób, jaki znam, to wycieczka. A jak już gdzieś jechać to do fajnego miejsca. Padło na Kraków. Dwa dni. Niskobudżetowo. Niestandardowo.
Spotykamy się na dworcu PKP. Podróż jednym pociągiem, potem drugim. Do Starego Miasta wchodzimy niczym królowie Traktem Królewskim obok Pomnika Grunwaldzkiego, Barbakanu. Potem w schronisku PTSM zostawiamy bagaże i zaczynamy prawdziwą przygodę. Pierwszy punkt to Muzeum Archeologiczne, gdzie dowiadujemy się, kto mieszkał na tych terenach przed wiekami. Potem „przypadkiem” trafiamy na Konkurs Szopek Krakowskich – coroczne wydarzenie od niemal stu lat. Dalej pizza na obiad wykonana przez mistrzów, biorących udział w międzynarodowych konkursach we Włoszech. Pyszna. Z pełnymi brzuszkami trafiamy do Muzeum Automatów do Gier, a tu zabawa niesamowita przez 2 godziny. Jeszcze na koniec Muzeum Iluzji z eksponatami, przy których wariują nam zmysły. Do schroniska PTSM trafiamy, po nocnym spacerze przez miasto, dopiero po 20.00. Zakwaterowanie i pierwsza grupa przygotowuje dla wszystkich kolacje. Własnoręcznie zrobiona musi smakować. Potem rozmowy do późna i ostatecznie o 24 zasypiamy (niektórzy potrzebowali dodatkowej zachęty).
Rano druga grupa przygotowuje śniadanie – też pyszne. Pakujemy się i zostawiamy bagaże znów na przechowanie, a sami udajemy się na Wawel. Tam przewodniczka oprowadza nas po Katedrze Wawelskiej i pokazuje zamek. Dla każdego Polaka to miejsce to obowiązkowy punkt, który każdy powinien zobaczyć. Jeszcze spacer po Starym Mieście. Smaczne drożdżówki. Mały Rynek, Bazylika Mariacka, Sukiennice i Kolegium Maius, czyli najstarsza część Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie szczęśliwie obserwowaliśmy pokaz ruchomych figur niesamowitego zegara uniwersyteckiego. Obiad też w klimacie naukowym, bo w stołówce przy Akademii Górniczo-Hutniczej. Po obiadku zabieramy bagaże ze schroniska i zasuwamy przez Planty na dworzec PKP. Po drodze mijamy teatry: Groteska, Bagatela, Stary, Juliusza Słowackiego. Kultura nas opromienia przez te zacne mury, kiedyś może tu wrócimy na spektakl, dziś musi wystarczyć tyle. I tak pełni wrażeń, znów z przesiadką, wracamy pociągami do Tychów, gdzie czekają już na wszystkich utęsknieni rodzice.
Spędziłem dwa fajne dni, bo naprawdę z fajnymi dziećmi. Nie ideałami, bo zdarzały się chwile, gdy podnosili mi ciśnienie swym zrachowaniem Troszkę bardziej poznaliśmy się. Myślę, że z 6d jeszcze gdzieś wyjedziemy. Lubię organizować takie wyjazdy bez korzystania z pomocy biur podróży. Już to jest dla mnie atrakcją. Szkoda, że sam nie mam biura podróży – muszę pomyśleć o tym…